Verenska robota#1 „Porozmawiajmy o zadaniu…”

Przedstawiam wam dzisiaj pierwszy wpis z kampanii z Ralfem Delfholtem Verenczykiem. Ta seria będzie pisana z perspektywy jednej z postaci na szlaku przygód według podręcznika „Groza w Talabheim”, więc będzie zawierała wiele spoilerów. Zapraszam do lektury 😉

Główny bohater

Ralf Delfholt „Verenczyk” – Łowca nagród – Człowiek, z pochodzenia averlandczyk. W poszukiwaniu celu swojego najnowszego zadania wybiera się do Talabheimu, a po drodze czas zebrać drużynę.

Dzień 1 – Karczma „Krucze pióro”

Na odzew nie musiałem długo czekać. Po tym jak karczmarz napisał dla mnie ogłoszenie dostałem dwie informacje o chętnych. Umówiłem spotkanie na wieczór. Miałem nadzieję, że trafię na kogoś sensownego, bo poprzednia ekipa nadawała się tylko do brudnej roboty, a teraz potrzebowałem kogoś z głową. Mój cel uciekł do Talabheimu, a teraz, po wojnie z chaosem, jeszcze długo w miastach nie będzie spokojnie.

Przyszli: niziołek i krasnolud, a za nimi przysiadła się elfka. Jak w jakimś kiepskim żarcie „człowiek, niziołek, elf i krasnolud siedzą w karczmie”. Ranaldzie, czemu urządzasz sobie ubaw właśnie z mojego nieszczęścia? Krasnolud, Krag Tok, wyglądał na wojownika, uzbrojony i doświadczony. Dobrze. Potrzebowałem kogoś w zanadrzu, gdyby sytuacja obrała niekorzystny obrót. Niziołek, Muler Kaczeniec co prawda nie powiedział czym się zajmuje na co dzień, ale dał do zrozumienia, że umie się zająć transportem ciała, tak, by nikt nie zwrócił na to uwagi. Gdy dorwiemy nasz cel to będzie trzeba go jeszcze bezpiecznie wywieźć z miasta.

Natomiast elfka… nie planowałem powiększenia ekipy, ale okazało się, że mamy wspólne interesy. Enisdrian zamierzała dostać się do Talabheim i zaoferowała wzajemną pomoc do czasu dostania się do miasta. Skoro nie musiałem jej płacić to nie miałem nic przeciwko.

Po wyjaśnieniu warunków współpracy i przedstawieniu planu podróży poszedłem odpocząć po tym męczącym dniu. W karczmie trwała jeszcze zabawa do późna, ale nie miałem humoru, by z nimi siedzieć. Jeszcze zanim usnąłem jakiś pijany idiota dobijał się do mojego pokoju, ale na szczęść odpuścił.

Dzień 2 – Karczma „Krucze pióro”

Rano wstałem rześki wypoczęty. Droga przed nami, a dobrze by było przed zmrokiem dojechać do Talabheimu. Nigdy tam wcześniej nie byłem, więc nie wiedziałem jakie niespodzianki mogą nas spotkać. Drużyna trochę marudziła na poranne wyjście, ale w końcu, po śniadaniu, udało mi się ich wyciągnąć na drogę.

Pierwszy odcinek marszu był spokojny. Na drodze mijaliśmy wielu ludzi podróżujących do i z miasta. Wielu z nich to nędzarze, którzy swój dobytek nieśli przy sobie. Uchodźcy i migranci. Wojna na północy skończyła się rok wcześniej, ale wielu dalej musiało uciekać przed maruderami i zwierzoludźmi.

Idąc traktem widzieliśmy trójkę ogrów, które szły na zachód. Ogromne stwory budziły strach wśród ludzi, a wielu z nich skoczyło w las, by uniknąć ich spotkania. My też zeszliśmy im z drogi, bo lepiej nie ryzykować nadepnięcia przed ich wielgachne stopy. Na szczęście były spokojne i obyło się bez problemów.

Jakiś czas później spotkaliśmy kolejnego niecodziennego podróżnika. Człowiek ubrany w skóry i z jelenim porożem na głowie wyszedł prosto na nas z lasu i zaczął wypytywać o minione ogry. Wyglądał na nieco przestraszonego, ale po chwili uspokoił się, a w podzięce za informacje wskazał skrót do Taalagadu, czyli przedmurza Talabheim. Zaoszczędziliśmy jakieś 2 godziny drogi i trafiliśmy tam wczesnym popołudniem.

Na miejscu pierwsze co nas uderzyło to smród i tłum ludzi. Miasteczko przed bramą czarodziei było pełne uchodźców i przybyszów, którzy chcą się dostać do miasta. Szybko się okazało, że na samo wejście do miasta potrzeba mieć przepustkę i tu pojawił się problem, bo przepustki wydawano za wysoką opłatą… wyższą niż ciężar naszych sakiewek.

Na rynku herold obwieścił, że wydawaniem przepustek zajmuje się sędzia Hohenlohe. Ma on też do zaoferowania pracę dla zbrojnych grup. Stwierdziliśmy, że może uda się zdobyć przepustkę w też inny sposób niż złotem. Po krótkim spacerze udaliśmy się do karczmy „Pod Węgorzem” , gdzie sędzia przyjmuje petentów.

Karczma była dosyć obszerna i o dziwo zadbana znacznie lepiej niż wszystko dookoła. W środku znów tłum ludzi. Większość stała w kolejce do stolika z urzędnikami wydającymi przepustki. Strażnicy przy drzwiach kierowali ludźmi, by nie tworzyli zatorów. Podszedłem do jednego i powiedziałem, że przychodzimy do sędziego w sprawie pracy. Żołnierz skinął i podszedł do bogato ubranego człowieka siedzącego za stołem urzędników. Ten odesłał wszystkich petentów i zaprosił mnie do siebie (reszta drużyny siedziała już przy stoliku z piwem). Wypytał mnie o kompetencje, a następnie przedstawił sprawę.

W ramach relokacji uchodźców władze potrzebowały ludzi do eskorty grup ludzi do ich nowych miejsc zamieszkania. Praca nie najgorzej płatna, a możliwe, że po jej wykonaniu będzie łatwiej dostać się do miasta. Zgodziłem się i dostałem zaliczkę na podróż. Mieliśmy się stawić rano do karczmy po wytyczne.

Wróciłem do swoich, przekazałem szczegóły i zaproponowałem poszukanie tańszej karczmy, bo ta główna jest dosyć droga jak na nasz budżet. Chwilę potem byliśmy w spelunie „U Skully’ego”. Śmierdząca nie gorzej niż reszta miasta, a zdecydowanie tańsza. Jako, że wieczór był jeszcze młody to przysiedliśmy jeszcze przy stoliku, by omówić plany.

Towarzystwo w pomieszczeniu nie należało do najprzyjemniejszych, a na pewno na takich nie wyglądało trzech gości, którzy postanowili powiedzieć co sądzą o obecności niziołka w ich rejonie. Okazało się, że niziołki w Talabeklandzie cieszą się złą sławą, czego dowodem było wylane piwo Mulera. Jako, że nie toleruje agresji na moich towarzyszy to wraz z Kragiem postanowiliśmy zadziałać nim sytuacja się rozwinie. Nie obeszło się bez rękoczynów. Musieliśmy wyprosić całą trójkę z karczmy, a tam mocno oklepanych i lżejszych o parę pensów z ich kieszeni odstawiliśmy pod ścianę budynku.

Cóż, przez resztę wieczoru piliśmy za pieniądze miejscowych….

 

PS. Skoro już czytelniku dotrwałeś do tego fragmentu to proszę Cię o opinię, czy ten sposób pisania jest czytelny w odbiorze i czy historia tu spisana Cię zaciekawiła. Sigmar zapłać. 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s